Prawie 1200 uczestników z czterech regionów archidiecezji lwowskiej przybyło do Lwowa, aby szerzyć światło w tych mrocznych czasach i dzielić radość z narodzin Syna Bożego. Metropolita osobiście spotkał się z każdą grupą, a po występie wszyscy tradycyjnie otrzymali słodki upominek oraz zaproszenie na poczęstunek dla podróżników.
Po raz drugi Wielkie Kolędowanie rozgrywają się podczas inwazji rosyjskiej. Zatem w tym roku, podobnie jak w zeszłym, wojna odcisnęła swoje piętno zarówno na tekstach kolędnych, jak i na szopkach teatralnych. Nadzieja na pokój i zwycięstwo brzmiała w każdej nucie. Kreatywność i talenty kolędników są nie tylko niewyczerpane, ale wręcz przeciwnie, z każdym rokiem zachwycają coraz bardziej. Od Kolędy do Kolędy repertuar wzbogaca się o nowe teksty, a wykonanie z roku na rok staje się coraz bardziej umiejętne. Dzieci, młodzież i dorośli, przy akompaniamencie instrumentów lub a cappella, w ubiorach i haftowanych strojach – wszyscy z całego serca i z wielkim entuzjazmem ogłaszają radość Świąt Bożego Narodzenia.
Trzeba jednak przyznać, że co roku jedna z grup kolędników przewyższa pozostałych uczestników jakimś „atrakcją”. Pierwszego dnia Wielkiej Kolędy wszyscy obecni, a zwłaszcza Metropolita, byli oczarowani i wzruszeni kilkutygodniowym barankiem, który przybył wraz z kolędnikami z parafii Matki Bożej Rudeckiej. Takiego cudu nie widzi się codziennie! — więc kolędnicy z Rudek wzbudzili ogromne zainteresowanie nie tylko doskonale przygotowanym występem, ale także niezwykłym uczestnikiem.
Następnego dnia również nie zabrakło imponujących występów: koncertu romskiego, szopek z parafii karpackich i etnokolęd w wykonaniu wspólnoty „Dom Serca”. Najbardziej wyczekiwaną grupą kolędników drugiego dnia była zbiorowa orkiestra parafii ze Skolego i Krzemieńca. I choć odległość między tymi dwiema parafiami wynosi ponad 260 km, nie przeszkadza to tym, których łączy miłość do muzyki i Dzieciątka Jezus. Zatem ponad 30 młodych muzyków pod okiem swoich księży-opiekunów, jak co roku, zaimponowało słuchaczom swoimi muzycznymi talentami.
Żona burmistrza Lwowa, pani Kateryna Sadowa, nie mogła się powstrzymać i zakolędowała również. Przyszła posłuchać kolędników i dosłownie nie kryła wzruszeń:
- Jestem zdumiona i wzruszona. To uczucie nieustannej modlitwy i bycia razem. To tak, jakbyśmy wszyscy nie rozeszli się od Świąt Bożego Narodzenia do dzisiaj. Coś niesamowitego! To bardzo dobra tradycja. Wyobrażam sobie, jakie wspomnienia będą miały te dzieci po wzięciu udziału w takim kolędowaniu, jakie wspaniałe asocjacje będą miały z Bożym Narodzeniem. Wszyscy świetnie się przygotowują, są bardzo sumienni i odpowiedzialnie podchodzą do procesu. I podoba mi się to, że to nie jest konkurs, że nie ma w nim elementu rywalizacji, a jedynie czysta radość kolędowania. Jestem naprawdę podekscytowana!
Metropolita Mieczysław nie krył radości przed liczną liczbą kolędników:
— Niezmiernie się cieszę, że mogę przyjąć w tych murach tak wielu kolędników. Że chcą przyjechać, czasem nawet z daleka, pokonując setki kilometrów. Kolędowanie to nie tylko dobra tradycja, ale także sposób na przeżycie i dzielenie się z innymi radością z przyjścia Zbawiciela na świat. Kolędy mają głębokie znaczenie biblijne. To jest modlitwa. Ten rok, podobnie jak w przeszłości, jest modlitwą o pokój w Ukrainie, modlitwą o zwycięstwo nad złem. Być może, dlatego liczba kolędników mimo wojny nie zmniejszyła się i tak wiele osób przybyło na tę wspólną modlitwę kolędniczą w intencji naszej cierpiącej Ukrainy. Bardzo się cieszę, że wierni odważyli się przyjechać, pomimo obecnych okoliczności. I wierzę, że ta modlitwa zostanie wysłuchana.
Wielka kolęda zakończyła się późnym wieczorem 4 stycznia, ale melodie kolęd będą jeszcze długo rozbrzmiewać w sercach uczestników.
Źródło: CREDO
Autor : Wita Jakubowska