Metropolita w swoim kazaniu podkreślił:
„Pogrążeni w smutku gromadzimy się na pogrzebie niewinnych ofiar wojny, która odebrała życie, zdrowie, majętność, radość, poczucie bezpieczeństwa wielu już ludziom. Są wśród nich nie tylko ci, którzy wojnę toczą bezpośrednio, ale również i ci, którzy żyją obarczeni w jakikolwiek sposób jej brzemieniem, niejako mimo woli, przypadkiem. Tym większy jest w nas ból, że inaczej przeżywamy śmierć spodziewaną z powodu choroby lub podeszłego wieku – inaczej tę, która przychodzi niespodziewanie, nagle, chciałoby się powiedzieć: „Bez sensu”. Ta właśnie sytuacja uświadamia nam, że wojna zawsze jest złem…
Gromadzimy się dzisiaj, aby powierzyć Mu Mirosławę i Anastazję, jako ludzie pragnący pokoju, który daje Bóg. Jakże znaczące w dzisiejszych okolicznościach są ich imiona! Matka – Mirosława, to przecież ta, która słynie z pokoju i pokójsławi; córka zaś – Anastazja – nosiła imię, które znaczy „Zmartwychwstanie”. Czyż nie są dla nas proroctwem?
Doświadczamy cierpienia z powodu śmierci bliskich. I właśnie dlatego musimy pamiętać, że jak mówił Jan Paweł II: Chrystus cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, nowy porządek, porządek miłości… jest to cierpienie, które pali i pochłania zło ogniem miłości i wyprowadza nawet z grzechu wielorakie owoce dobra.Mówił też, że granicą wyznaczoną złuostatecznie jest miłosierdzie Boże [Pamięć i tożsamość, 70].
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7) – mówi Pan. Z taką nadzieją właśnie powierzamy Bogu matkę i córkę. W ich życiu objawiło swoją moc miłosierdzie. Anastazja była aktywną wolontariuszką fundacji „Dajmy nadzieję” dla dzieci terminalnie chorych. Była osobą pełną energii i chęci życia, osobą czynu. Jak znacząco brzmią słowa księdza Jana Twardowskiego: Po tamtej stronie śmierci słowa już nic nie znaczą, nie zawracają ludziom głowy. Po tamtej stronie śmierci znaczą czyny!”
Po Mszy Świętej odczytano krótką biografię Anastazji Seniw i Mirosławy Sadowej oraz list kondolencyjny od prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka, gdzie Anastazja była na praktyce dzięki współpracy z Wrocławską Fundacją św. Jadwigi i Lwowskiej Fundacji „Dajmy Nadzieję”.
Andrij Sadowy, prezydent miasta, również przybył, aby się pomodlić i złożyć ostatni hołd. Anastazja i Mirosława zostały pochowane na cmentarzu Hołoskim.
Przypomnijmy, że w wyniku rosyjskiego ataku rakietowego na budynek mieszkalny we Lwowie zginęło łącznie 10 osób, a 48 zostało rannych.
Autor : Aleksander KusyjMirosława Sadowa (24.07.1963-07.06.2023). Urodziła się we wsi Czertiż w obwodzie lwowskim. Studiowała w monastyreckiej szkole średniej ogólnokształcącej I - III stopnia. Następnie otrzymała wykształcenie zawodowe i techniczne w miejscowej szkole.
W 1985 przeniosła się do Lwowa. Tu przez wiele lat pracowała w dziale łączności Lwowskiej Fabryki Autobusów i w piekarni. Lubiła gotować i haftować.
Wraz z córką zginęła tragicznie 6 lipca w wyniku ataku rakietowego na Lwów. Mirosława Sadowa pozostawiła matkę, siostrę, brata i syna z rodziną.
Seniw Anastazja (19.03.1991-06.07.2023). Lwowianka.
Studiowała w Gminnym Zakładzie Rady Obwodu Lwowskiego „Lwowskie Ogólnokształcące Sanatorium Szkolne nr 1 I-III stopnia im. Bohdana-Ihora Antonycza”. Kształciła się w Odeskiej Narodowej Akademii Komunikacji im. Aleksandra Popowa.
Po powrocie do Lwowa pracowała w 26 oddziale „Ukrposzty”, później w Wydziale Głównym Komunikacji Pocztowej. Wolontariuszka fundacji „Dajmy Nadzieję” i chorążanka katedry lwowskiej obrządku łacińskiego. W wolnym czasie lubiła haftować koralikami, literaturę i uwielbiała zwierzęta.
Wraz z matką zginęła tragicznie 6 lipca w wyniku ataku rakietowego na Lwów. Anastazja Seniw pozostawiła babcię i brata z rodziną.