Przejazd po Ukrainie trwa teraz długo, zakorkowane są drogi, jest wielu punktów kontrolnych. Ośmioosobowa rodzina która przyjechała dziś wieczorem z rejonu Mikołajowa (około 800 km) jechała od piątku popołudnia.
Większość po dniu lub dwóch udawała się dalej na granicę, niektórzy na Zakarpacie. 8 osób zostanie dłużej. Wiedzą, że na granicy będą stać nawet dwie doby.
Mamy w domu parafialnym tylko jeden gościnny pokój, urządzamy noclegi w salkach i pokojach księży. Parafianie przynoszą materace, pościel, żywność Przekazaliśmy koce i materace rodzinie parafian, którzy organizują pomoc w swoich rodzinnych Mościskach (przed przejściem granicznym Szegini /Medyka) dla stojących w kolejkach pieszych na granicy (rozciągnięte na 37 kilometrów).
Zostaję tutaj. W kościele wszystkie nabożeństwa odbywają się. W niedzielę przyszło mniej, jedna piąta, bo wielu unika wychodzenia z domów. Ci, którzy przyszli zostali dłużej, prowadzili wspólne modlitwy. Parafianie że wspólnot neokatechumenalnych przyszli prawie wszyscy.
Pytałem się dzieci (było na Eucharystii ponad dwadzieścia) czy się boją. Mówili, że nie, pięknie opowiadali zapamiętane Słowo z czytań liturgicznych.
Zadziwia gorliwość parafian. Przygotowywali posiłki, lepili pierogi, przygotowywali sale do przyjęcia. Ktoś przekazał 10 tys.grywien (więcej niż miesięczna pensja) już pierwszego dnia wojny, przewidując, że będą u nas uchodźcy.
Znakiem Bożym jedności jest fakt, że - ciekawe - od soboty wieczór do niedzieli wieczór wszyscy przebywający w parafialnym domu (14 osób) to baptyści i ewangelicy (zielonoświątkowcy) z Kijowa, Żytomierza i Zaporoża. Byli na mszy, przemawiali... Parafia św. Jana Pawła obejmuje południowe dzielnicę Lwowa (dawny Kulparków, Bobdarówka, Persenkówka oraz podlwowskie Sokolniki i Sołonkę) Sam kościół po drugiej stronie granicznej ulicy. Jesteśmy przy granicy miasta, przy wielkiej ulicy w kierunku południowym. Trudniej się dostać, ruch samochodowy jest spowolniony, bo na ulicach są rozstawione "blok posty", kontrolujące przejeżdżających (obrona przed dywersantami).
Dni wloką się dla mnie się bardzo długo, wydaje się że trwają miesiącami.
Tutaj teraz liczy się dni wojny, jak miara czasu. W pierwszym dniu wojny, a w trzecim. Dziś (27 lutego) mamy czwart dzień wojny.
Ponieważ w naszym Domu św. Jana Pawła II prowadzone są zajęcia dla dzieci z autyzmem, do naszych nauczycieli zgłosili się i jadą z Kijowa trzy rodziny z dziećmi z autyzmem, którzy -jak Bóg pozwoli - od wtorku będą mieszkać u nas, a nauczyciele poprowadzą dla nich zajęcia.
Bóg jest i pomaga. W pierwszym dniu wojny byłem na rekolekcjach kapłańskich na Zakarpaciu, skąd od razu powróciłem do Lwowa. Kilka godzin po ataku na Ukrainę, jeszcze będąc na tam w Użgorodzie, otrzymałem telefon od katechistów z Torunia (w 2019 rodziny ze wspólnot z parafii redemptorystów w Toruniu przyjmowali grupę naszych dzieci) z pytaniem o potrzeby, i wysłał od razu pomoc. Podobnie pewien parafianin. Pomoc otrzymana w pierwszych godzinach wojny, od ludzi tu i z Polski, pozwoliła zorganizować pierwsza pomoc. Z Polski wielu deklarowało że przyjmie uchodźców. I tak rodzina która u nas nocowała, zadziwiające że przejechała szybko autobusem do Polski, dzięki ludziom z Tato.net (Dariusz Cupiał) już mieszka i ojciec pracuje pod Opocznem.
Nie widzę, by wojna zabierała wiarę, raczej odwrotnie. Dziesięcioletni Jakub z rodziny z Kamieńskiego (200 km od wojsk rosyjskich) mówił "Czego się bać, Bóg jest").
ks.Grzegorz Draus
Parafia św. Jana Pawła II
Lwów
81130 Sokolniki, Stryjska 6
+380975170642