Новини

Назад

“Cieszę się lwowskie sanktuarium św. Jana Pawła II będzie w “moich” Sokolnikach. Wywiad z księdzem Stanisławem Pawlaczkiem, pochodzącym z Sokolników.

: 251 2017-11-03 16:46:42

5 października b.r. ks. Arcybiskup Mieczysław Mokrzycki poświęcił kaplicę parafialną na placu budującego się kościoła św. Jana Pawła II.  Podczas liturgii pochodzący z Sokolnik ks. prałat Stanisław Pawlaczek wręczył krzyż ołtarzowy, pochodzący z dawnego kościoła w Sokolnikach.
Porozmawialiśmy z księdzem Stanisławem.

- Jakie wrażenia od pobytu we Lwowie i od udziału w Uroczystościach?

- Już prawie od 25 lat wyjeżdżam na dawne Kresy, a jest to związane z faktem, że od 1984 roku zostałem proboszczem Parafii NMP na Piasku we Wrocławiu, a to się wiąże z tym, że jestem też kustoszem cudownego Obrazu Matki Bożej z Mariampola (k. Halicza). Gdy na początku lat 90-tych zrodziła się wolna Ukraina, to dawni Mariampolanie,(rozproszeni po Polsce) którzy gromadzą się w naszym kościele na doroczne odpusty, postanowili odwiedzić swoje miasteczko, cmentarz i mogiły swoich zmarłych, spotkać się z obecnymi ukraińskimi mieszkańcami. 

Pierwsze spotkanie odbyło się nadzwyczaj serdecznie, wprost rzewnie. Postawiliśmy wtedy krzyż na cmentarzu, na mogile pomordowanych, i wspólnie modliliśmy się. Od tego czasu corocznie pielgrzymujemy do Mariampola, a ukraińscy Mariampolanie do Wrocławia na doroczny odpust.

Te wyjazdy są okazją do odwiedzenia Lwowa i okolic, także do zahaczenia o Sokolniki. Jednakże ta uroczystość poświęcenia Kaplicy, a tym samym zapoczątkowanie na tym miejscu Sanktuarium Św. Jana Pawła była niepowtarzalnym przeżyciem. Cieszę się, że w tym momencie nie musiałem koncelebrować Mszy św. lecz tylko uczestniczyć, bo przez cały czas uroczystości mnóstwo myśli przechodziło przez głowę, trudno było nadążyć za nimi.

Dziś cieszę się, że chociaż rozrastający się Lwów minął bokiem Sokolniki, to jednak lwowskie Sanktuarium Św. Jana Pawła będzie w "moich" Sokolnikach. Cieszą się tym też i żyjący jeszcze nieliczni Sokolniczanie a także ich potomkowie. Urzekli mnie bardzo też "parafianie" pomagający księdzu proboszczowi w przygotowywaniu (wykańczaniu) kaplicy - ich inwencja, oddanie i pracowitość...

- Ksiądz pochodzi ze Sokolników, prosimy wkrótce opowiedzieć o swoim dzieciństwie tu na tych ziemiach i o wspomnieniach o wspólnocie rzymo-katolików w Sokolnikach?

- Urodziłem się w Sokolnikach 28 III 1940 roku - (pół roku po wybuchu wojny). Nasz dom rodzinny był praktycznie na końcu tzw. "parcelacji" - już w pobliżu Hodowicy, Basiówki i lotniska w Skniłowie. Z najwcześniejszych wspomnień pamiętam udział w odpuście w Hodowicy (ogromny tłok na procesji, tak, że mocno chowałem swoje bose nogi, by ich nie podeptano). Pamiętam też udział we Mszy św. w kościele - raz z ojcem, raz ze starszą siostrą. Pamiętam też odwiedziny księdza w domu u chorego starszego brata, a potem jego pogrzeb na cmentarzu, a także odwiedziny chorego wujka w Nawarii (na Kuwyrze). 

Pamiętam też sowieckie naloty na lotnisko - dla dziecko było to urocze: ciemny wieczór (noc) atu rakiety na spadochronach sprawiają, że na podwórku jasno jak w dzień. Tylko mama natychmiast za rękę wciągała do piwnicy. Dwa bolesne wspomnienia: w grudniu 1945 - aresztowanie najstarszego brata (wrócił z Norylska 31 XII 1955 r) oraz aresztowanie ojca - wiosną 1946 roku (wrócił z Kazachstanu w październiku 1956 r.)

Zimą 1945/1946 (po napadzie rabunkowym) przeprowadziliśmy się już do wsi. Pamiętam jeszcze wyjazdy z wujkiem furmanką na Mszą s do Lwowa na Persenkówkę. Bo już wyjechał też wikaty (ks. Biliński), a kościół przejął ks. grekokatolicki. Proboszcz, ks. Juliusz Barzycki z częścią parafian, wyjechał już wcześniej - jesienią - do Męcinki k. Jawora.

W wieku 6 lat (w czerwcu 1946) z rodziną znalazłem się w Niwniku k. Oławy.

Ze wspomnień mojej chrzestnej pamiętam jej entuzjastyczne opowieści z lata 1932 - 1934, kiedy wikariuszem i administratorem parafii był (późniejszy profesor biblista) ks. Władysław Smereka. Był to okres bujnego rozkwitu KSMM i KSMŻ. Był to okres vakatu na stanowisku proboszcza... więc na plebanii mogło się wiele rzeczy dziać... Ks. Smereka wszystko to potwierdzał, serdecznie się uśmiechając.

Odnoszę wrażenie, że Sokolniki były uważane w Kurii za jakąś lepszą parafię, bo posyłano tu chyba wybitniejszych wikariuszy - np. ks. Władysław Smereka, ks. Czesław Tuzinkiewicz (późniejszy proboszcz Św. Doroty we Wrocławiu, ks. Wincenty Urban, ks. Kazimierz Borcz (późniejszy proboszcz w Opolu i rektor seminarium w Nysie). (Wydaje się, że wikariat w Sokolnikach był wyróżnieniem dla młodego księdza).

Po zakończeniu wojny polsko-ukraińskiej administratorem par. Sokolniki został ks. Nestor Szukalski (b. kapelan wojskowy) - według opowieści mojej mamy - to on znacznie przyczynił się do odbudowy spalonej wsi. Zmarł jak proboszcz Św. Doroty we Wrocławiu i jako wikariusz generalny (był kolegą ks. Lagosza). Sokolniki były w całości rzymskokatolickie. Było bodaj tylko trzy rodziny żydowskie. Grekokatolicy zdarzali się tylko poprzez małżeństwa mieszane. Przed wojna ze sokolnik pochodził tylko jeden ksiądz: +Antoni Reczuch, święcony 1932 r,. (zmarł jako proboszcz we Wrocławiu na Leśnicy.

Natomiast po wojnie z rodzin Sokolnickich wyszło nas sporo: ks, Stanisław Skowron 1959, +ks. Stanisław Sokołowski 1959. ks. Roman Suchecki 1961, ks. Stanisław Mackiewicz 1961. ks, Stanisław Woźniakiewicz 1963, ks. Stanisław Pawlaczek 1964, +ks. Jan Pawlaczek, salezjanin, ks. Czesław Herlender, pallotyn, Szereg księży jeszcze z "mieszanych" rodzin... Odnoszę wrażenie, że wieś (mimo bliskości Lwowa) była dość zamknięta na wpływy "nowinkarskie". Chociaż też sporo już ludzi dochodziło do Lwowa do pracy...

- Jakie zadania i perspektywy widzi Ksiądz dla Kościoła Rzymsko-katolickiego w Sokolnikach, we Lwowie i chyba też na Ukrainie?

- Trudno mi tutaj się "mądrzyć". Przyznam się, że za każdym razem, kiedy jestem na Ukrainie, to próbuję się uczyć... I wydaje mi się, że już się nauczyłem, że działania Kościoła "łacińskiego" idą we właściwym kierunku - Kościół łaciński nie może działać tylko jako oaza "polskości"... dobrze, że jest "katolicki"... wychodzi w praktyce na "dwujęzyczność"... bo takim językiem (takimi językami) ludzie tutaj się posługują... 

Tak chyba też zawsze było w dziejach Kościoła... Polacy w świecie, czując się Polakami, rozmawiają nieraz językami otoczenia, nie zatracając poczucia korzeni polskich... i to chyba nieuniknione… A odnoszę wrażenie, że Ukraińcy wcale nie uważają, że muszą być grekokatolikami... Podczas tegorocznej pielgrzymki Ukraińców "z Mariampola" na odpust do Wrocławia poznałem też jedną uczestniczkę ze Sokolnik (Polka czy Ukrainka?)

- Nowa Parafia jest pod wezwaniem św. Jana Pawła II - orędownika pojednania między narodami - Co Ksiądz mógłby życzyć najważniejszego we wspólnym życiu na tych terenach dla Ukraińców i Polaków?

- Nieraz ze strony Ukraińców słychać, że św. Jan Paweł jest patronem pojednania... Tak go odebrano na Ukrainie... i chyba sporo w tym kierunku zrobił... Oby i teraz z nieba udało Mu się i aktualne bariery między naszymi narodami powywracać...



Назад